piątek, 8 grudnia 2017

Okruchy historyczne z Pietrzykowic cz. 4.



Małżeńskie szczęście,
czyli rozmiar jednak ma znaczenie...

Wracając do dziejów właścicieli, trzeba wspomnieć o ostatnim z Wielopolskich Andrzeju. Był on synem Ignacego, brata Francisza, tego, który to umiłował Paryż. Bratanek studiował w Wiedniu. Po powrocie na Żywiecczynę próbował ratować rodziny majątek, ten jednak był już okrojony i mocno zadłużony. Jednak jego energiczne działania zaczęły przynosić pozytywne efekty, aż do momentu, gdy... ożenił się z panną Karoliną Grabowską. Małżeństwo to okazało się jedną wielką pomyłką. Tak najczęściej piszą o tym lakonicznie badacze. Jednak ks. Augustin uchyla rąbka tajemnicy i pisze: Pan hrabia Andrzej był wtedy bardzo nieszczęśliwy i niespełna rozumu, do którego to stanu został doprowadzony przez swoją żonę, która się z nim rozwiodła. Hrabia Wielopolski (był impotentem z powodu krótkości penisa, którego długość wynosiła jeden cal) ożenił się z pełną energii hrabianką Grabowską, jednakże dostawał skurczu przy każdym wzwodzie, tak że kamerdyner musiał go podnosić z miejsca ołtarza Wenery. Jak to było niemiłe dla młodej żony, można sobie wyobrazić. Znalazł się baron Larisch z Osieka, który zażyczył sobie zastąpić go w tej roli

W tych okolicznościach właściciel Żywiecczyzny rozpił się, a majątek do reszty upadł. Andrzej sprzedał w 1838 r. zadłużony majątek Karolowi Ludwikowi Habsburgowi.  I tak ostatecznie zakończyło się władanie Wielopolskich, po których zostały barwne opowieści, anegdoty oraz potworne długi.